sobota, 16 marca 2013

Schody-schodeczki

Nareszcie słonko raczyło się pokazać.Zimno co prawda dalej ,ale świeci i od razu chce się żyć.
Musiałem oddać do reklamacyjnej naprawy ,poprawy nowy stary telefonik, skorzystałem z okazji i polatałem z kijkami po Arboretum, korę co prawda leśne służby zdążyły mi uprzątnąć, ale trochę znalazłem.

Wiosna idzie ,bo grzyby już rosną, twarde i zeszłoroczne, ale jakie malownicze, takie malutkie schody do nieba.
Z tegorocznych wychodzą już liście przebiśniegów,  tak że parę dni i się zawiośni.

poniedziałek, 4 marca 2013

Kos

Koło sąsiedniego bloku rośnie sobie drzewko, nieduże takie ,śliwka jakaś, czy może tarnina, gęste i kolczaste.
Upodobały je sobie ptaki na noclegowisko, bo gęste i kolczaste, koty szans nie mają, można odpocząć albo nawet nockę przekimać.
Jeden kos zwłaszcza już wieczorem mościł się prawie codziennie, straszliwie chciałem go sfotografować,ale nigdy gdy miałem aparat nie było go, a kiedy byłem bez puszył się i mościł i w oczy lazł złośliwie.
Alem go dopadł fotograficznie, nie uciekał ,mało tego, siedział na ziemi i cierpliwie w ramach rekompensaty pozował.Dopiero jak się znudził, wlazł w gałęzie, i po zdjęciach było.

Oto pan Kos w całej swej krasie.

poniedziałek, 18 lutego 2013

Drzewo

Drzewo,więcej życia na nim, jak w nim samym.Zielony zimowy akcent.Ciekawe ile liści wypuści wiosną.
I czy w ogóle wypuści. A wiosna już idzie.

niedziela, 3 lutego 2013

Rozrywki słomianego wdowca...

Co robi wdowiec słomiany kiedy dokuczy mu jego słomianość. Pranie może zrobić, pozmywać naczynia (gdy nie ma zmywarki), albo upiec sobie ciasto.
Ten ostatni sposób na osłodę słomianości spodobał mi się najbardziej, zwłaszcza że znalazłem zagubiony przed laty przepis od mojej ulubionej ciotki.
Tani, prosty , smakowity i kroić nie trzeba bo to ciasto do łamania ,albo wyłamywania.

Nałupałem orzechów, połączyłem składniki, upiekłem ,a teraz zjadam. Jeszcze niedawno wyglądało tak. 
Ku kawie wchodzi idealnie.

sobota, 2 lutego 2013

Drzwi....

Byłem dzisiaj w Ceskiej Republice, w lekarne "Pod Zlatou Rybkou". Wracając, w Soudicach wydałem resztę koron.
Całe trzydzieści pięć,starczyło na dwie puszki piwa i jednego wafelka, ale nie o to chodzi,miałem aparat, czas i determinację.


Padał deszczyk, dwa stopnie Celsjusza około, poszedłem wreszcie sfotografować  neogotycki kościół w Soudicach...
Dzisiaj szczegóły czyli wejścia i drzwi...
A wafelek okazał się być miętowo czekoladowy, z naciskiem na miętowy,dobrze że lubię , a nie kupiłem go żonie...
Czytać trzeba uważnie, zwłaszcza w obcych językach... 

wtorek, 22 stycznia 2013

Zima pokryła wszystko śniegiem,nie udało jej się tylko te najcieńsze gałązki i badyle, ale jest kreatywna i oszkliła lodem trawki i patyczki .
Ale pokryła lodem również jezdnie i samochody , auto odrapałem , ale jezdnie były odrapane niedostatecznie ,
w rezultacie wczoraj ślizgałem się po czeskiej republice , i o mało nie zniszczyłem czeskiego szlabanu, i o drugie mało nie wjechałem pod czeski vlak ,znaczy pociąg (wielkości przegubowego Ikarusa) ,ale nie wjechałem.
Dzisiaj zapłacić drugą ratę obowiązkowego OC przezornie poszedłem pieszo , drapać mi się nie chciało auta .
Poszedłem pieszo , i z aparatem , co poniżej widać.
Szklana zima ma jednak swoje uroki , jak się człowiek nie ślizga , szkoda tylko że na użycie lampy błyskowej

wpadłem w powrotnej trasie , przez co oszklony rokitnik wygląda gorzej niż zwykłe baldachy dzikiej marchwi . 

poniedziałek, 7 stycznia 2013

meteoryt

Dzisiaj idąc do pracy,zobaczyłem jak fajnie wygląda moje autko popod latarnią na parkingu,po aparat próbowany w nocy, w kwestii zdjęć nocnych nie było czasu wracać,pstryknąłem komórką, i wyszedł NOL czyli UFO nad moim
wehikułem,
ale go nie uprowadzili,musi był dla nich zbyt technicznie niepojęty.
No i dobrze,bo by mi bez niego trudno było do roboty dotrzeć w dni wolne, dwadzieścia pięć kilometrów to jednorazowy wybryk ,  myślę, a nie chciałem prawa jazdy przez mnogie lata,dziwne.
Kiedyś,w zamierzchłej prehistorii funkcjonowała studencka piosenka, z której tylko mi refren został


..."nad moją wsią przeleciał meteoryt,przeleciał no i zgasł"... Tak też było z moją niechęcią do kierowania autem, przeleciała i zgasła ,no i bardzo dobrze.  
A może toto UFO w koszu na śmieci puszek po piwie szuka, bo karoserię muszą połatać? 
Jakby jutro zaś wisieli popytam,pomogę.