Mam chorobowe, w związku z powyższym, w pracy nie jestem, po domu się snuję.
M, żona moja w pewnym momencie stwierdza: ...nie możesz na emeryturę iść.....
...boooo...
...bo mi życie komplikujesz jak jesteś rano w domu...
...bo mam utarte nawyki...
Ja.... nie szkodzi...utrzesz sobie inaczej.....
M....Cooooo???..
piątek, 7 listopada 2014
sobota, 13 września 2014
Wyzwanie....
Wyzwała mnie córka własna, żebym sporządził i opublikował listę dziesięciu ważnych dla mnie książek
Próbowałem, ale nie pamiętam nazwisk autorów większości przeczytanych książek, a i tytuły mogę pokręcić, prawie sześćdziesiąt lat czytania, jakby nie było.
Kolejność nie jest ani chronologiczna, ani wartościująca, odliczanie do dziesięciu po prostu.
1 .Niebieska dziewczynka . Książka pierwsza, którą pamiętam do dzisiaj, fragmentami....
2 .Szara Szyjka . Też dla dzieci, historia rannej gąski, zagrożeń...i płakałem przy niej pamiętam...
3 .Tim Tyler z zastępu Kłów Słoniowych, Tajemniczy domek . Pierwsza książka której mi nie zwrócono,
pięknie wydana, z ilustracją na co drugiej stronie, kieszonkowy format i przedwojenna jeszcze.
Pożyczyłem i nie oddano i niczego mnie to nie nauczyło.
4 .Hobbit . Przekonała mnie do świata fantasy...
5 .Trylogia Władca Pierścieni .Kontynuacja poprzedniej, czytana pierwszy raz jednym ciągiem,
sklejona z pojedynczych stron, uzyskana ze złomowanych egzemplarzy bibliotecznych....
6 .Wczesne książki Joanny Chmielewskiej, Lesio zwłaszcza, za specjalny rodzaj dowcipu i humor.....
7 .Najszczęśliwsi na świecie .Demosa Szakariana za przybliżenie mi (skuteczne) osoby Ducha Świętego....
8 .Poniedziałek zaczyna się w sobotę i Piknik na skraju drogi .Borysa i Arkadija Strugackich za spojrzenie z dystansem i za opowieść o zaangażowaniu....
9 .Przez ocean czasu .Borunia i Trepki , za udane skrzyżowanie paleobiologii z fantastyką...
10 .Podróże Guliwera .Za wprowadzenie w świat fantazji.....
Oczywiście Biblia , ale ona zajmuje specjalne przedpierwsze miejsce....Za to wszystko co zmieniła w moim życiu.
Jest jeszcze mnóstwo książek o których wypadało by napisać, ale do tych , z pominięciem trzech pierwszych wracam ciągle, a gdybym miał te pierwsze ,kto wie.....
Próbowałem, ale nie pamiętam nazwisk autorów większości przeczytanych książek, a i tytuły mogę pokręcić, prawie sześćdziesiąt lat czytania, jakby nie było.
Kolejność nie jest ani chronologiczna, ani wartościująca, odliczanie do dziesięciu po prostu.
1 .Niebieska dziewczynka . Książka pierwsza, którą pamiętam do dzisiaj, fragmentami....
2 .Szara Szyjka . Też dla dzieci, historia rannej gąski, zagrożeń...i płakałem przy niej pamiętam...
3 .Tim Tyler z zastępu Kłów Słoniowych, Tajemniczy domek . Pierwsza książka której mi nie zwrócono,
pięknie wydana, z ilustracją na co drugiej stronie, kieszonkowy format i przedwojenna jeszcze.
Pożyczyłem i nie oddano i niczego mnie to nie nauczyło.
4 .Hobbit . Przekonała mnie do świata fantasy...
5 .Trylogia Władca Pierścieni .Kontynuacja poprzedniej, czytana pierwszy raz jednym ciągiem,
sklejona z pojedynczych stron, uzyskana ze złomowanych egzemplarzy bibliotecznych....
6 .Wczesne książki Joanny Chmielewskiej, Lesio zwłaszcza, za specjalny rodzaj dowcipu i humor.....
7 .Najszczęśliwsi na świecie .Demosa Szakariana za przybliżenie mi (skuteczne) osoby Ducha Świętego....
8 .Poniedziałek zaczyna się w sobotę i Piknik na skraju drogi .Borysa i Arkadija Strugackich za spojrzenie z dystansem i za opowieść o zaangażowaniu....
9 .Przez ocean czasu .Borunia i Trepki , za udane skrzyżowanie paleobiologii z fantastyką...
10 .Podróże Guliwera .Za wprowadzenie w świat fantazji.....
Oczywiście Biblia , ale ona zajmuje specjalne przedpierwsze miejsce....Za to wszystko co zmieniła w moim życiu.
Jest jeszcze mnóstwo książek o których wypadało by napisać, ale do tych , z pominięciem trzech pierwszych wracam ciągle, a gdybym miał te pierwsze ,kto wie.....
wtorek, 9 września 2014
Londyńskie wędkowanie
Praktycznie prawie cały sierpień spędziliśmy z dziećmi i wnukami w Londynie.To oni mieli przyjechać do Polski, miałem z wnukami chodzić na ryby, ale tak to już jest, my planujemy, a życie weryfikuje, przeważnie nie po naszej myśli.
Efektem tego był nasz urlop w Londynie, a że chodzenie na ryby pozostało aktualne, zrobiłem wnukom wędki, zmieściłem je w bagażu, znalazłem w internecie łowisko, wykupiłem (Rafał wykupił) angielską licencję na wędkowanie, która w zasadzie jest tylko licencją na wędki w ilości sztuk dwie, zebrałem zięciów i wnuki i już można było wędkować.
Staw był daleko, w odległości jednej stacji kolejowej, ale miał niezaprzeczalną zaletę, nie wymagał dodatkowych zezwoleń i opłat, mało tego, obrośnięty z północnej strony obficie owocującymi ostrężynami
dawał zajęcie kiedy ryby się migały i ignorowały nasze przynęty.
Wnuki po jednej wyprawie odmówiły udziału w wędkarskich ekscesach, dla wiarygodności kolejno zapadając na wietrzna ospę i żeby mi się licencja nie zmarnowała, biegałem sam nad staw czyli pond
na Brickstock Meadow.
Biegałem i na cztery wyprawy plonem były : dwa półmetrowe karpie, dwa spore karasie jedna płoć
i jeden rak, w dodatku niebieski, chociaż pod warstwa mułu słabo to było widać.
Karpie wyłopiłem jak mówił Mikołaj, bez użycia podbieraka, na mały haczyk i zwykłe ciasto z chleba.
Dodatkowym bonusem było obserwowanie angielskich wędkarzy,którzy łowić zaczynali około dwóch godzin po przybyciu nad staw,przygotowując siedzenia, podpórki pod wędki, składając wędki, siatki i podbieraki i zawzięcie i głośno dyskutując i popijając Żubra albo Żywca.
Efektem tego był nasz urlop w Londynie, a że chodzenie na ryby pozostało aktualne, zrobiłem wnukom wędki, zmieściłem je w bagażu, znalazłem w internecie łowisko, wykupiłem (Rafał wykupił) angielską licencję na wędkowanie, która w zasadzie jest tylko licencją na wędki w ilości sztuk dwie, zebrałem zięciów i wnuki i już można było wędkować.
Staw był daleko, w odległości jednej stacji kolejowej, ale miał niezaprzeczalną zaletę, nie wymagał dodatkowych zezwoleń i opłat, mało tego, obrośnięty z północnej strony obficie owocującymi ostrężynami
dawał zajęcie kiedy ryby się migały i ignorowały nasze przynęty.
Wnuki po jednej wyprawie odmówiły udziału w wędkarskich ekscesach, dla wiarygodności kolejno zapadając na wietrzna ospę i żeby mi się licencja nie zmarnowała, biegałem sam nad staw czyli pond
na Brickstock Meadow.
Biegałem i na cztery wyprawy plonem były : dwa półmetrowe karpie, dwa spore karasie jedna płoć
i jeden rak, w dodatku niebieski, chociaż pod warstwa mułu słabo to było widać.
Karpie wyłopiłem jak mówił Mikołaj, bez użycia podbieraka, na mały haczyk i zwykłe ciasto z chleba.
Dodatkowym bonusem było obserwowanie angielskich wędkarzy,którzy łowić zaczynali około dwóch godzin po przybyciu nad staw,przygotowując siedzenia, podpórki pod wędki, składając wędki, siatki i podbieraki i zawzięcie i głośno dyskutując i popijając Żubra albo Żywca.
czwartek, 19 czerwca 2014
Szukając rekreacji...
Gorąco, najlepiej rozsiąść się gdzieś w cieniu nad wodą i odpoczywać, tylko gdzie ta woda, musiała by być odpowiednia, daleko od drogi, z odrobiną cienia, ale i z możliwością wygrzewania się w słoneczku.
Dzisiaj Boże Ciało, dzień wolny, trzeba by skorzystać.Wsiedliśmy w autko, zrobiliśmy parę uników antyprocesyjnych i wyjechaliśmy za miasto.
Okazało się że wszystkie wody które odwiedzaliśmy po drodze nieodpowiednie były, a to drogi zbyt blisko, a to koparki coś tam robiły,rozjeździły teren i strasznie się kurzy.
Kilometrów zrobiliśmy tyle że można by do Wrocławia , do mamy na kawę skoczyć.
Wracając przez Racibórz sprawdziliśmy jeszcze stawy przy Arboretum, cicho i spokojnie było, ale drogi blisko i słonecznego miejsca poza drogą niestety brak.
Przypomniałem sobie o wodzie widzianej kiedyś przy drodze na Gliwice i okazało się że to jest to.
Całości nie obejrzeliśmy, leżak stał trochę z górki, Leżakowiczka miała z tego powodu stany lękowe, ale w sumie było sympatycznie.Przyszło starsze małżeństwo, nabrać wody do podlania działki, ich piesek koniecznie chciał się zaprzyjaźnić z M, trzeba go było przekonać, że ja też jestem odpowiednim towarzystwem, a M się stresuje, dał się szczęśliwie przekonać i było fajnie.
Trzeba będzie obejrzeć całość, znaleźć dogodny dojazd i płaskie miejsce dla leżaka i będzie super.
Rekreacyjnie znaczy...
Dzisiaj Boże Ciało, dzień wolny, trzeba by skorzystać.Wsiedliśmy w autko, zrobiliśmy parę uników antyprocesyjnych i wyjechaliśmy za miasto.
Okazało się że wszystkie wody które odwiedzaliśmy po drodze nieodpowiednie były, a to drogi zbyt blisko, a to koparki coś tam robiły,rozjeździły teren i strasznie się kurzy.
Kilometrów zrobiliśmy tyle że można by do Wrocławia , do mamy na kawę skoczyć.
Wracając przez Racibórz sprawdziliśmy jeszcze stawy przy Arboretum, cicho i spokojnie było, ale drogi blisko i słonecznego miejsca poza drogą niestety brak.
Przypomniałem sobie o wodzie widzianej kiedyś przy drodze na Gliwice i okazało się że to jest to.
Całości nie obejrzeliśmy, leżak stał trochę z górki, Leżakowiczka miała z tego powodu stany lękowe, ale w sumie było sympatycznie.Przyszło starsze małżeństwo, nabrać wody do podlania działki, ich piesek koniecznie chciał się zaprzyjaźnić z M, trzeba go było przekonać, że ja też jestem odpowiednim towarzystwem, a M się stresuje, dał się szczęśliwie przekonać i było fajnie.
Trzeba będzie obejrzeć całość, znaleźć dogodny dojazd i płaskie miejsce dla leżaka i będzie super.
Rekreacyjnie znaczy...
poniedziałek, 9 czerwca 2014
Sztukowanie...
Córka moja młodsza robi różne rzeczy,mając dwójkę małych dzieci, potrafi jeszcze tworzyć urokliwe obrazki i inne cudeńka techniką scrapbookingu.Jak ona to mieści w czasie jest dla mnie nieodgadnioną tajemnicą, ja jakoś tak na bakier jestem z zegarami.
Jej koleżanka postanowiła założyć internetowy sklep z takimi rękodziełami i zaprosiła Milę do współpracy.
Jeżeli to lubi i jeszcze może na tym coś zarobić, to nie ma sprawy,popieram i wspieram moralnie,córka wszak.
Ale żeby nie było zbyt łatwo, dziecko stwierdziło że siostra starsza też coś potrafi, a tate w te klocki też daje radę i jak to się mówiło za minionej rzeczywistości (politycznej) wstąpiła i nas.
O starszej siostrze pisał nie będę, ale tate robi z topolowej kory masę wiórów.
Kawałek pozostały po wiórowaniu przyklejam do ramki, którą trudniej niż wióry zrobić i już.
Teraz pozostaje tylko zapakować w paczkę i wysłać na adres sklepu. Wygląda dosyć dekoracyjnie i może
znajdzie amatorów, a jak nie, pozostanie trochę kory pod iglaki, zbieram pilnie, uszczęśliwię kogoś, kto ma ogród, a kora ręcznie robiona, znaczy tak czy inaczej rękodzieło.
Ale mam nadzieję, ze to sztukowanie budżetu przyniesie korzystne efekty, i to już wtedy będzie sztuka.
.
Jej koleżanka postanowiła założyć internetowy sklep z takimi rękodziełami i zaprosiła Milę do współpracy.
Jeżeli to lubi i jeszcze może na tym coś zarobić, to nie ma sprawy,popieram i wspieram moralnie,córka wszak.
Ale żeby nie było zbyt łatwo, dziecko stwierdziło że siostra starsza też coś potrafi, a tate w te klocki też daje radę i jak to się mówiło za minionej rzeczywistości (politycznej) wstąpiła i nas.
O starszej siostrze pisał nie będę, ale tate robi z topolowej kory masę wiórów.
Kawałek pozostały po wiórowaniu przyklejam do ramki, którą trudniej niż wióry zrobić i już.
Teraz pozostaje tylko zapakować w paczkę i wysłać na adres sklepu. Wygląda dosyć dekoracyjnie i może
znajdzie amatorów, a jak nie, pozostanie trochę kory pod iglaki, zbieram pilnie, uszczęśliwię kogoś, kto ma ogród, a kora ręcznie robiona, znaczy tak czy inaczej rękodzieło.
Ale mam nadzieję, ze to sztukowanie budżetu przyniesie korzystne efekty, i to już wtedy będzie sztuka.
.
piątek, 2 maja 2014
W dolinie Hołcyny
Pogoda ładna, dzień wolny od pracy, znaczy pierwszy maja właśnie, jednomyślnie ustaliliśmy z małżonką, że pojedziemy odwiedzić przyjaciół w Brennej. No i pojechaliśmy: drogi puste, autko jakieś takie bystre i przyjechaliśmy godzinę przed czasem, Maja postanowiła czekać w aucie, ale gospodarze już wstali i wpuścili.
W ramach rozrywki, wybraliśmy się na kijki, warunek : żeby było płasko raczej, udało się spełnić w dolinie Hołcyny, widoki piękne, przyroda postarała się, i było co fotografować.
Kawałek gotyku
Hołcyna
Buk i jodła, czyli o potrzebie wzajemnego wsparcia na stromym brzegu, praktycznie zrośnięte w jedno drzewo dwa osobne gatunki...
Kaczeńce...
Kiedy już wracaliśmy do samochodu, przy drodze stała stara góralska chałupka, chałupka z bardzo grubych bali, najgrubsze miały tak na oko z osiemdziesiąt cm co najmniej...
Przy chałupce stała wypasiona fura, a obok jej właściciel coś kombinował nieporadnie. Kiedy go mijaliśmy, drzwi chałupki się otworzyły i wyskoczyła z nich dama w wieku późno-balzakowskim z ogromną siekierą w dłoni i do faceta..............................
Krew na szczęście nie trysnęła.
Podejrzewam, że nowi właściciele chałupki, korzystając z wolnego dzionka, przystąpili do remontu, a że wyglądało dramatycznie...
Wyobraźnię na wodzy czasem lepiej potrzymać.
W ramach rozrywki, wybraliśmy się na kijki, warunek : żeby było płasko raczej, udało się spełnić w dolinie Hołcyny, widoki piękne, przyroda postarała się, i było co fotografować.
Kawałek gotyku
Hołcyna
Buk i jodła, czyli o potrzebie wzajemnego wsparcia na stromym brzegu, praktycznie zrośnięte w jedno drzewo dwa osobne gatunki...
Kaczeńce...
Kiedy już wracaliśmy do samochodu, przy drodze stała stara góralska chałupka, chałupka z bardzo grubych bali, najgrubsze miały tak na oko z osiemdziesiąt cm co najmniej...
Przy chałupce stała wypasiona fura, a obok jej właściciel coś kombinował nieporadnie. Kiedy go mijaliśmy, drzwi chałupki się otworzyły i wyskoczyła z nich dama w wieku późno-balzakowskim z ogromną siekierą w dłoni i do faceta..............................
Krew na szczęście nie trysnęła.
Podejrzewam, że nowi właściciele chałupki, korzystając z wolnego dzionka, przystąpili do remontu, a że wyglądało dramatycznie...
Wyobraźnię na wodzy czasem lepiej potrzymać.
sobota, 5 kwietnia 2014
Łosz end goł
Nowe autko, w chwilach irytacji nazywane cichutko skarbonką otrzymało nowy bak i nareszcie można było nalać benzyny pod korek.
Moja mama wylądowała w szpitalu z powodu sercowych kłopotów i stało się to dobrym powodem do wyprawy do Wrocławia.
Siostra opóźniła swój powrót do Walii, była szansa zobaczyć się z nią po dłuższym niewidzeniu.
Mamie się poprawiło, bo jak poinformowała nas moja siostra, dobrze z nią, bo już się kłóci.
Pojechaliśmy, autko jakoś szybko zajechało na miejsce, mało tego, jakoś wygodniej, ciszej i mniej trzęsło.
Rodzicielce faktycznie się poprawiło, miała co prawda poleżeć w szpitalu jeszcze kilka dni, jak powiedziała jej pani doktor żeby "ustabilizować trombocyty w związku z zatorowością płucną", coby to nie znaczyło.
W czasie wolnym mogliśmy odwiedzić przyjaciół, rodzinę mojego brata i w związku z tym że chrapię mogłem przespacerować się nad osiedlowy staw o piątej trzydzieści.
Kiedyś mówiono ktoś nie śpi aby spać mógł ktoś, no i wypadło tym razem na mnie.
Kiedy ze szpitala jechaliśmy do brata, siostra i żona postanowiły zrobić sobie wspólne zdjęcia pod "pociągiem do nieba."
Zdjęcia zrobiliśmy, a kiedy szliśmy do brata w oko rzucił mi się baner reklamowy ojców Paulinów, nie oparłem się i pstryknąłem, bo zachwyciła mnie kompleksowość usług, czyszczenie duszy i samochodu.
Autko sprawdziło się doskonale, spaliło około 4,4 l benzyny na 100 km, gorzej było z kierowcą, bo w Raciborzu miałem chwilę słabości za kierownicą, ale nic się nie stało i szczęśliwie wróciliśmy w domowe pielesze.Jadąc pod słońce trzeba koniecznie robić sobie przerwy na odpoczynek, alternatywą może być odpoczynek wieczny, a mi się nie śpieszy.
Moja mama wylądowała w szpitalu z powodu sercowych kłopotów i stało się to dobrym powodem do wyprawy do Wrocławia.
Siostra opóźniła swój powrót do Walii, była szansa zobaczyć się z nią po dłuższym niewidzeniu.
Mamie się poprawiło, bo jak poinformowała nas moja siostra, dobrze z nią, bo już się kłóci.
Pojechaliśmy, autko jakoś szybko zajechało na miejsce, mało tego, jakoś wygodniej, ciszej i mniej trzęsło.
Rodzicielce faktycznie się poprawiło, miała co prawda poleżeć w szpitalu jeszcze kilka dni, jak powiedziała jej pani doktor żeby "ustabilizować trombocyty w związku z zatorowością płucną", coby to nie znaczyło.
W czasie wolnym mogliśmy odwiedzić przyjaciół, rodzinę mojego brata i w związku z tym że chrapię mogłem przespacerować się nad osiedlowy staw o piątej trzydzieści.
Kiedyś mówiono ktoś nie śpi aby spać mógł ktoś, no i wypadło tym razem na mnie.
Kiedy ze szpitala jechaliśmy do brata, siostra i żona postanowiły zrobić sobie wspólne zdjęcia pod "pociągiem do nieba."
![]() |
| pociąg do nieba |
![]() |
| staw mojej młodosci o 5.30 |
![]() |
| dwa w jednym ojców Paulinów |
Zdjęcia zrobiliśmy, a kiedy szliśmy do brata w oko rzucił mi się baner reklamowy ojców Paulinów, nie oparłem się i pstryknąłem, bo zachwyciła mnie kompleksowość usług, czyszczenie duszy i samochodu.
Autko sprawdziło się doskonale, spaliło około 4,4 l benzyny na 100 km, gorzej było z kierowcą, bo w Raciborzu miałem chwilę słabości za kierownicą, ale nic się nie stało i szczęśliwie wróciliśmy w domowe pielesze.Jadąc pod słońce trzeba koniecznie robić sobie przerwy na odpoczynek, alternatywą może być odpoczynek wieczny, a mi się nie śpieszy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)











